Pierwsze spotkanie – autorskie opowiadanie

0

Obudził się, jednak nie otworzył jeszcze oczu… Resztki wspomnienia wczorajszego wieczoru i nocy nadal kołatały się gdzieś pomiędzy pierwszym łykiem będącego podobno passe liebfrauenmilch, a niecierpliwie rozpinanym zamkiem jego spodni. Do końca sam nie wie co zobaczy po otworzeniu oczu. Chyba są u niego, inne zapachy, pościel, głosy. O tej porze w niedzielne ranki zazwyczaj czuć już było łagodny zapach kawy, samotnej, z idealnie zaprogramowanego ekspresu, delikatnie budzący i dający nadzieję na dobry dzień.

Krótka analiza, co się działo. Spotkanie o godz. 18, spóźniłem się – jak zwykle. Park. Park? Tak, przecież umówiliśmy się na spacer. Leciałem jak ten głupi, nigdy nie mogę być na czas. Ale wstydu przynajmniej sobie nie przyniosłem, koszula, włosy, perfumy. Wszystko idealne! I na wierzchu i pod spodem, rządzę!

Kurwa! Miałem zmienić torbę, wino w torbie z Biedronki? Czy Ty zawsze musisz być taki  niepozbierany? Powrót. W samochodzie mam jakąś papierową po zakupach.  Dobra, jest wszystko, biegnę, 18.20. Tylko czy jeszcze mam po co iść? Jedna alejka, druga, w lewo, widzę już starą oranżerię, ławka, biegnę. Chyba ktoś jest. Jezuuu, nie, pusto. Tak trudno było napisać, że mogę się spóźnić? Oczywiście tego nie zrobiłem. Mogło być tak miło. Trudno, mam w końcu wino, będzie mini piknik w późnowiosennej scenerii. Grunt, że pogoda dopisuje, posiedzę, sam…

Witaj przystojny fanie Audrey Hepburn, starego Hollywood i Torcika Wedlowskiego!

Butelka prawie wyleciała mi z ręki! To chyba on, chyba. Na żywo jest o wiele przystojniejszy niż na zdjęciu. Ubrany tak jak mówił, jasne, wąskie dżinsy, koszula.

Witaj niepoprawny optymisto, połykaczu książek i mistrzu zdrowych śniadań!

Jego uśmiech mnie rozbroił, zwykły, ludzki, szczery, kupił mnie tym od razu.

park słońce

Przepraszam za spóźnienie. Nie mogłem się wygrzebać z domu, a potem jeszcze wracałem się do auta.

Ej… Skąd wiedziałeś, że ja to ja? Przecież nie miałeś żadnego mojego zdjęcia, nic.

Spóźniony, incognito. Nie zrobiłeś sobie dobrego wejścia! Hahaha… Żarty żartami, pytałeś się skąd wiedziałem, że Ty to Ty? No wiesz, rzadko który “prawy” mężczyzna, ojciec dzieciom, mąż żonie wysypuje z papierowej torby jockstrapy, żeby włożyć do niej obiecane wino na umówione spotkanie z facetem! – zaśmiał się i po raz kolejny pokazał nieziemski uśmiech.

O Matko, widziałeś tę akcję? Przepraszam, momentami taki niepozbierany jestem.

Za co przepraszasz? Za niepozbieranie czy widok jockstapów?

Za jedno i drugie…

Niepozbieranie ludzka rzecz, a jockstrapy…

Zwrot akcji mnie zaszokował. Mój poznany dwie minuty temu kolega prowadzi mnie do starej oranżerii. Zdążyłem tylko wziąć wspomnianą torbę z winem i z nieskrywaną satysfakcją oraz ciekawością dałem się prowadzić mojemu przewodnikowi. Mijamy wejście, główny pawilon, wchodzimy na piętro. Nagle się zatrzymuje.

Co do jockstapów to mam na ich temat takie zdanie…

W tym momencie rozpiął swoje dżinsy, które odsłoniły mega kształtny tył i obiecujący wiele przyjemności przód. Wszystko oczywiście w objęciach świetnie skrojonych jocksów. Chyba mój wyraz twarzy rozbawił go totalnie. To nie był koniec efektów “WOW”.

Biorąc pod uwagę, że lubisz retro i vintage, chciałem Cię zaskoczyć, jednak przed tym chciałbym coś jeszcze sprawdzić.

Ku mojemu totalnemu i kolejnemu zaskoczeniu zaczął dobierać się do rozporka moich nowych Levisów, które nieskromnie rzecz ujmując, leżą na mnie idealnie! W końcu się ocknąłem i też zacząłem się z nim droczyć. Moja ręka powędrowała w stronę jego niemałych już rozmiarów namiotu. Nie uciekł mi, wręcz przeciwnie, dotyka mnie. Wariuje, jest mega! Przystojny facet, opuszczony budynek, na zewnątrz młoda wiosna, w perspektywie seks. I to jaki seks…

Noo… Tu też widzę, będzie co zdejmować. Może. Hihihi.

Wiedziałem, że będzie efekt, wycięte slipy z prześwitami zawsze gwarantują sukces!

Może? – zaniepokoiło mnie to trochę.

Ciii…

Znowu się uśmiechnął i zaczął mnie na nowo ubierać! Serio? Teraz? Kiedy ledwo co się mieszczę w gaciach on mnie zapina? Każe grzecznie “może” czekać? Losie. Wyrwał się sprytnie z mojego uścisku i otworzył drzwi starego gabinetu na piętrze.

winoSzok! Szok? Szok to mało powiedziane. Totalne zaskoczenie i szczęka dwa piętra niżej. Przed moimi oczami ukazał się nie stary, opuszczony strych, ale bajka! Pełno świec, po środku kilka zbitych dech, na nich biała serweta i karton z pizzą!

Mogę stwierdzić, że mnie zatkało? Skąd to wziąłeś? Jak to? Co to? Szok!

Jąkałem się z zaskoczenia jak małe dziecko, a mój tajemniczy kolega się tylko uśmiechał, niezmiennie i czarująco.

Powiedziałeś, że weźmiesz wino, musiałem coś do wina skombinować!

Nie pytałem dalej. Zjedliśmy fantastyczną kolację w mega romantycznym miejscu. Dawno z nikim tyle i w taki sposób nie rozmawiałem. O wszystkim, o pracy, życiu, długu publicznym, książkach, kinie. Wypiliśmy całe wino. Trochę mnie to zmartwiło, bo przecież byłem autem. Ale i na to znalazł się sposób! Dostałem zaproszenie na deser, do niego, do domu, niedaleko, czyli umówiony spacer również w planach! Jednak przed spacerem postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce. Po prostu zacząłem go całować, a moje ręce same zeszły trochę niżej i niżej. Po chwili zostaliśmy w samych gaciach, całując się i pieszcząc bez opamiętania.

Wiem tyle, że nigdy z nikim nie przeżyłem tego co z moim Tajemniczym. Teraz jest teraz. Nadal nie otworzyłem oczu. Co dziś mnie spotka?

Wchodzi.

Ktoś chciał spróbować mojego zdrowego śniadania? Prosto do łóżka?

To on! Jestem w raju. Bajka trwa. Cisza. Nadal udaję, że śpię. Cisza! Gdzie on jest? Jest, czuję go pod moją kołdrą, znowu. To lepsze niż zapach samotnej kawy.

Autor: Ignac

Spodobają ci się również

Zostaw komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.